Załóż bloga Zaloguj się




Pożegnanie...

10:21, 07/15,2010
...zmiany sa potrzebne...więc sie pożegnam z tym miejscem....źle mi się kojarzy....same złe i smutne rzeczy przypomina....więc sie "przenoszę"....
http://czasflorianka.blox.pl/2010/07/Kilka-przemyslen.html

 

1 lipca wszystko sie zmieniło....

20:09, 07/13,2010
...urodził się mój synek...Florianek...Florinek...mój kwiatuszek....dzisiaj ma 13 dni....jest taki malutki i kruchutki...z notatek szpitalnych spisane teraz będzie...po kolei.... ....1 lipca 5:20 ...urodził się....prawie nie płakał...kwilił....zabrali Go po pół minuty...i dalej nie pamięta..:( ......pamiętam za to jak poszłam z lekarzem do Niego po 12 godzinach....nogi mi sie trzęsły...wszystko stało w gardle...płakałam cała drogę....bałam się....czy wszystko z Nim dobrze....32 tydzień...8 za wcześnie....zobaczyłam Go...leżał zwinięty w kłębuszek...na OIOMIe w inkubatorze...dla mnie matki straszne.......same rurki....żal...radość....Potem było już lepiej...Następnego dnia mi Go dali...na 10 minutek....Niesamowite uczucie. Praktycznie nie czuć ciężaru, tylko ciepełko i lekkie łaskotanie.  2 lipca :Byłam u Niego z pół dnia.... Za to dzisiaj pielęgniarka pozwoliła mi go trzymać pół godziny....i to dwa razy....  Nic złego się nie dzieje jak Go biorę, a nawet poprawia się saturacja.... Jest cudownie..... mogłabym już Go nie wypuszczać z ramion, ale niestety... dopóki trochę nie podrośnie będzie tak właśnie....Wymyśliłam, że powinni zrobić oddzielny pokój z łóżkami dla mam do kangurowania......można by tak leżeć z maleństwem na piersiach i zastępować inkubator godzinami..........

...a i dzisiaj tak sie kręcił, że wyjął sobie sondę....tą z noska...ta w żołądku troszke jeszcze będzie...dzień...może dwa...plasterek na buzi został, a rurka zniknęła....
Wytłumaczyłam Mu, żeby szybciutko nauczył się ssać, to rurka będzie niepotrzebna.....dawałam mu palce i zasysał...mądry malutki....

...Pamiętam jak kupowałam skarpetki ...najmniejsze...dla wczesniaków..przed pierwszym podejściem miesiąc temu... Wydawały się takie maleńkie...a teraz noga weszła Mu razem z pulsoksymetrem i jeszcze jest luz.....

Rośnij maleńki, rośnij, przybieraj na wadze szybciutko....
 3 Lipca:Florianek  sobie powoli rośnie (jak dla mnie zbyt powoli :) ),... zmian dużych teraz nie widać. I na szczęście.... Niech spokojnie rośnie.......wypisza mnie dzisiaj...nie podoba mi sie to...wolałabym byc tu ...z Nim....
Dostaje troszkę więcej pokarmu, troszkę szybciej leci (23 ml/h)....coraz mocniej chwyta i zaczyna ssać.....
Dzisiaj przy kangurowaniu wsadziłam Mu palec do buzi i zacisnął na nim usteczka.... był obudzony, więc kręcił się...macał mnie...patrzył dość nieprzytomnie jeszcze i ziewał jak hipopotam....Jest coraz bardziej niesamowity.....
 4 Lipca:Dzisiaj Florianka przenieśli z OIOM-u na OIOM patologię noworodka....czyli za szybę...niby nic sie nie zmieniło, ale.. w inkubatorze nie ma już rurki z tlenem....:-)  Zresztą od początku miał minimalne parametry, a teraz zniknęła.... Awansował mój chłopczyk .... :) Trochę się boję bo na tej sali jest więcej dzieci i łatwiej o jakąś infekcję ale mysle pozytywnie...że nic Mu sie nie przypląta...
...troche dolina... słabo przybiera.... Pani doktor powiedziała, że ogólnie dobrze sobie radzi, płuca nie najmocniejsze, ale nie chore.... serce zdrowe...no właśnie...ale traci wagę....rosnąć nie chce....wprawdzie jest największy na sali....ale ..no chciałabym  żeby juz był w domu , a jak słabo będzie rósł to dużo dłużej będzie to trwało....musze szybko zacząć go karmić...ćwiczymy ssanie...na zmianę paluszkiem i smoczkiem....całe kangurowanie ćwiczymy i ...podoba Mu sie...tak mi sie wydaje....jest Kochany...najukochańszy....
 6 Lipca:Florianek  posłuchał mamusi i zaczął rosnąć.....pewnie dlatego, że zapija z butelki...i robimy podchody do piersi...ale mleka mało...odciągam...masuję...i tak na okrąglo...w końcu zaskoczy... 
Poza tym miał dzisiaj USG główki i brzuszka i wszystko jest w porządku.... Mam nadzieję że skoro do tej pory nie miał żadnych wylewów, to teraz prawdopodobieństwo pojawienia się ich jest niewielkie....co ja mówie...nie będzie żadnych wylewów....

A jutro następne badania...wzrok, płuca, serce...

Mój synek zaczal  też się ubierać.... Takim duzym chłopcom nie wypada leżeć w samej pieluszce. :) ....ale wszystko jest na Niego za duże, ale w takim tempie niedługo dorośnie.....
7 Lipca: Florianek ma już tydzień ...:-) Włosy mu rosną najszybciej.....śliczny jest....mój synek...moja drobinka...póki co nie daje powodów do zmartwień.... spokojnie sobie rośnie...je ładnie.. oddychanie też coraz lepiej....saturacja mniej  skacze...


Z niecierpliwością i lekkim niepokojem czekam na wyniki bdań bo męczyli Go dzisiaj bardzo...płakał mój bidulek...

...jak trafnie zauważył Jakub I madzia Florinek  raczej będzie Modnisiem...;-) ... po mamusi. ;)

Jak już będzie w domu to będę Go  trzy razy dziennie przebierać, żeby wszystkie ubranka, które podostawał chociaz raz załozył....ma ich strasznie dużo....dziekuję....wszystkim .... Mam nadzieję, że nie będzie chciał uciec od mamusi z powrotem do inkubatora. :)hihihi....
8 Lipca: Florianek  coraz lepiej sobie radzi....a ja  czekam z niecierpliwością, aż z czegoś wyrośnie....wszystko jest takie wielkie dla mojego małego synka...
...ale to już niedługo bo zaczal ssać z piersi...sam samiuteńki...da sobie radę... bałam się...pod obserwacją lekarzy bo czy wszystko będzie dobrze...czy dobrze skoordynuje sie ssanie z oddychaniem...i wszystko jest bardzo dobrze...baardzo....
...POtem zabrał Go lekarz no i zaczeło się...dziecko zgłodniało i zaczęło się denerwować.... Pokazał na co go  stać. :) ...twarzyczka pomarszczona...piąstki zaczynają uderzać...tętno skacze do 210 i nagle ryk....pięknie wrzeszczy....głos to on ma.... :) ...z płucami jest chyba wszystko w porządku.... aż dziw, że taki głos się z takiego ciałka może wydobyć.... wrzeszczał donośnie i ciągle....nie taki urywany skrzek ...co będzie  jak jeszcze  Mu się płuca rozwiną...wszyscy się śmiejemy że  będzie można wyskoczyć do najliższego sklepu i jakby coś się działo, to dziecko da znać..... :)...i tak Go badali...on płakał i ja też....jak bóbr....i znowu słabo mi sie zrobiło...al nie ma byc o mnie....

.. a wczoraj po południu wszedł na salę pan ordynator jak akurat przewijałam Florianka.... Trochę tylko pomarudził że ja znowu tu...że miało mnie już nie być....znam to już na pamięć....Zapytał  jak sobie radzę... jak samopoczucie...tak mi sie ciepło zrobiło...mój synek w dużej mierze dzieki niemu jest cały.....poleciały mi łezki i podzękowałam mu...miałam ochotę się przytulić...ale widziałam, że sam sie rozkleił..... i powiedział.. "Bardzo dzielnego  ma pani synka..., naprawdę." Taka pochwała to nie byle co..... a i tak jestem bardzo dumna z mojego krasnalka... ordynator dodał jeszcze, że wieczorem ma być okulista - czas na badanie w kierunku retinopati..... by też wyszło dobrze.

A przewijanie idzie mi średnio.... strasznie małe to wszystko...po tylu dniach ja ciągle się boję że co mu zrobię....







 

Ujęła mnie...przypomina mi kogoś...

20:53, 05/02,2010
Paranormal
Jak martwy ptak
Nagle tak, znów kogoś brak
Ty udajesz, że nie jest ci żal
Znowu nikt nie widział nic
Tylko ty wiesz że brak ci sił

Kiedy robisz ten jeden ruch
I wiesz, że już tylko w dół
Cicho tak, poprzez ciemność, jak martwy ptak
Lepiej, byś nie przypomniał sobie
Że coś jeszcze żyje w tobie
Późno jest mówić, że chcesz być

Kiedy wszystko co twoje
Czeka na dole
Nie myśl już, zanim wtulisz się w zimny bruk,
Że ktoś płacze po tobie, płacze po tobie
Wrócić tam, wiesz, nie masz szans

Jeden gest i czujesz, że
Chory świat nie chce już dźwigać cię
Który raz dostajesz w twarz
I wszystko odwraca się na "nie"

Kiedy robisz ten jeden ruch
I wiesz, że już tylko w dół
Cicho tak, poprzez ciemność, jak martwy ptak
W środku krzyczysz, że chciałeś być
I wiesz, że nie słyszy nikt
Twoich słów, spadających słów

Kiedy wszystko co twoje
Czeka na dole
Nie myśl już, zanim utulisz się w zimny bruk,
Że ktoś płacze po tobie, płacze po tobie
Wrócić tam, wiesz, nie masz szans

Uciec stąd, uciec stąd
I obudzić się gdzieś tam
Nie być tym, kim się jest
Czy to właśnie jest twój plan?
A jeśli wciąż będziesz
Czy powiesz, że to szczęście
Czy podasz sobie rękę

Kiedy wszystko co twoje
Czeka na dole
Nie myśl już, zanim utulisz się w zimny bruk,
Że ktoś płacze po tobie, płacze po tobie
Wrócić tam, wiesz, nie masz szan

 

wszystko się zmienia...

20:20, 04/21,2010

...Unikam przy Tobie bycia sobą....obracam wszystko w bezsebsowne nic....coraz bardziej mnie to męczy...z braku pomysłów wymyśliłam grę dla nas....przegrałam (?)

-zagramy w 'ence pence'?

-po co?

-no bo jak zgadniesz, w której ręce schowam żelka będziesz mógł odejść... Jeśli trafisz na pustą, zostaniesz ze mną na zawsze...

-ale Ty masz w obu żeliki...

-wiem....


 

Dzisiaj....

10:33, 03/24,2010

24.03.2010 8:12 rano przyszła na świat Zosia...ma 4700 i dużee oczy....

 

Zachwyt nad światem ogarnął mnie w tak dużym stopniu, że nie mogę sobie znaleźć miejsca.... życie...żyć, bycie, byt, materia, przemijanie, emocje, brak emocji, sen, brak snu, pieniądze, brak pieniędzy.... kółko się kręci....nie przystaje nawet na chwilę....ktoś ma wiele siły, by nim tak kręcić nieustannie.. równowaga to pojęcie względne....ludzie sie rodzą..i umierają.... A ostatnio chce mi się żyć..........oswobodzona od próżnych pragnień, płytkich ambicji, ulotnych chimer, czuję się wolna wolnością absolutną..... więcej rozumiem, więcej wiem, więcej udaje mi się zdobyć.... dzięki tym i tamtym  doświadczeniom mój umysł nabrał mocy....  zamiast mówić , że chciałabym cofnąć sie w czasie i zacząć coś od początku mówię sobie : TERAZ! WŁAŚNIE TERAZ! miewam się coraz lepiej.....


 

wczoraj zasłyszane...

02:30, 03/24,2010

Co to jest miłość ?

To spacer podczas bardzo drobniutkiego deszczu....
Człowiek idzie, idzie i dopiero po pewnym czasie orientuje się,
że przemókł do głebi serca…

 

Czasem słowa potrafią być twórcze… zmieniają dzień…

“Gdybyś nie istniała, to trzeba by Cię było wymyślić..”

Nie potrzeba mi nic więcej..

Dziękuję.. :*


 

Dla A.

10:47, 03/23,2010

 

 

myśl bezwiedna porusza mą ręką wywołując niechciany impuls zwany gestem...

ileż razy niechciane stało się chcianym....

ileż razy czynność pokonała bierność....

ileż razy czułam żałość?!....

tak bardzo się starałam wywabić cie z mych myśli

jak plamę z ubrania

a nikły ślad wciąż jest...

i choćbyś uciekał...

i choćbys się skrywał

ja jestem ja

a ty jesteś ty...

i gdybyśmy od razu rozpoznali swoje jasne i ciemne strony, znaleźli też sposób, by sobie z nimi radzić...

rozumieli również, że nikogo nie można wyjaśnić w pełni, że każda taka próba jest jak krojenie duszy ostrym nożem

kawałek po kawałeczku...bylibyśmy szczęsliwi ....(?)


 

Lampa i sofa....

11:15, 03/22,2010

...będzie mi sie kojarzyła z Tobą....

 

...ta piosenka ....


 

taki stan....mam taki stan...

11:25, 03/15,2010

 

 CHMURA

Nie mam czego się złapać i zapadam się w sobie
Słońce świeci nade mną – czarną chmurę mam w głowie
Burza ciągle daleko – stoją bezpieczna w oknie
Słońce ciągle nade mną ale ja w deszczu moknę

Stoimy na schodach tu. Próbujesz zepchnąć mnie w dół
Ja wciąż do góry chcę iść.
Możesz zadawać mi ból ale najgorzej jest wtedy.
Między nami znów nie dzieje się nic.

Gdy przyjdzie wielka chmura
Wtedy usłyszysz mnie.
Gdy zgaśnie sztuczne słońce
To wstanie dzień.

Czasem chciałabym wyjść stąd i coś tobie powiedzieć
Lecz co cię to obchodzi. Po co miałbyś to wiedzieć.
To co boli zamarznie. Śnieg zasypie to wszystko.
Chciałabym być daleko ale muszę być blisko.

Stoimy na schodach tu. Próbujesz zepchnąć mnie w dół.
Ja wciąż do góry chcę iść.
Możesz zadawać mi ból ale najgorzej jest wtedy.
Między nami znów nie dzieje się nic.

Gdy przyjdzie wielka chmura
Wtedy usłyszysz mnie.
Gdy zgaśnie sztuczne słońce
To wstanie dzień.

 SZKŁO

 stoję samotna, noc i mnie pochłonie
stanę się taka jak twarze zamglone
będę tak gładka jak szyba w oknie
stłuczona potnie mi dłonie

twarze jak szkło wygładzone
za nimi nic nie zostało
głowy rzędami uśpione
kliniczna biel puste ciało
oddechy ich są bez skazy
nie ma na szkle po nich śladu
codziennie widzisz ich twarze
nie widzisz ich ani razu

stoję samotna, noc i mnie pochłonie ...

nie ruszam się – chcę uciekać
upadek na szklaną taflę
mojego krzyku nie słychać
wszystko się kończy tak nagle
chowa się cień za zasłoną
rozbitych serc w słonej wodzie
maluję usta na czerwono
nie będzie śladu tu po mnie

stoję samotna, noc i mnie pochłonie ...

twarze jak szkło wygładzone
za nimi nic nie zostało
głowy rzędami uśpione
nie będzie śladu tu po mnie

 

 


 

..moje niebo...

20:57, 02/16,2010

 

" Za każdym razem, gdy o Tobie myślę maluję gwiazdkę.
Wiesz ile już mam?
Mam już swoje niebo..."

 

Co się dzieje z człowiekiem, kiedy pęka mu serce?.....
Nic......................................................

........................... Zupełnie nic..przecież żyję.....piję herbatę.....biorę prysznic...uśmiecham sie przez łzy.. z tym, że każda z tych czynności nie ma najmniejszego sensu, rozumiesz? ...................................Płakałam tak, jakby uchodził ze mnie cały ból nagromadzony w ciągu kilku ostatnich miesięcy...będe pisała Twoje imie 500 razy...z każda setką odejme literkę az w końcu zniknie...Wiesz co robiłam często  wieczorami?.... wtedy, gdy najbardziej mi Ciebie brakowało?... Układam pasjansa. niby dla starych panien, ale wiesz ,że pomaga?... pomagało.... bardziej niż kilogramy zjedzonej czekolady i litry wylanych łez..... tylko wiesz, cholera, nigdy nie udało mi się go ułożyć. ....nawet w głupim pasjansie nie mam swojego szczęśliwego zakończenia....most, który nas łączył gwałtownie się zburzył....już nie ma żadnej drogi..... Twój rzut w tarcze cierpienia... sam środek............ Gratuluję!...

Zawsze potrafileś mówic o bólu....a moja babcia mi mówiła- strzeż sie ludzi , co najpiękniej o bólu mówią Ci, bo oni zostawiają najgłębsze rany.....W co się ból może zmienić?.... w gniew tupania nogą...płacz prywatny bo wprost do poduszki... dotknięcie ust samotnych łyżeczką herbaty...Dopiero, gdy skona ostatni motyl w brzuchu i żadna łza nie narodzi się w oczach.... dopiero wtedy będę miała pewność, że przestałam Cię kochać.....a teraz jestem bardziej samotna niż wtedy, kiedy Cię nie  było jeszcze.....


 

...potłuczona dusza.....

04:54, 01/13,2010
........I nie słyszałeś...jak wolałam: pomóż mi, bo za chwilę rozsypię się na maleńkie kawałeczki. I kto mnie potem poskleja?....
Do twarzy mi było w Smutku..... zaprzyjaźniłam się z nim nawet..... z Tęsknotą także.....
Wiem  teraz, że tęsknota to nie tylko przebieranie ziarnek maku..... Nie tylko nasłuchiwanie....czekanie .... Bo „tęsknić” i „czekać” to prawie to samo..... pod warunkiem że czekając się tęskni, a tęskniąc czeka.....
Z tęsknoty można przestać jeść.....przeczytać cos i nie wiedziec o czym to było... można też umyć podłogę w całym domu okna....posprzątać w szafach...ale jak juz wszystko się zrobi nie jeden raz to umrzeć można z tęsknoty...kawałek po kawałku.... wieczorami, w blasku świec.....przy muzyce....w absolutnej ciszy przychodziło do mnie Zrozumienie......
...i w pystym pokoju było nas  siedmioro... Ciało, Serce, Rozum, Tęsknota, Czekanie, Smutek, Zrozumienie......
i ja.................. chociaż miałam do powiedzenia najmniej............ i jeszcze Dusza...ale ona się nie liczy, bo leży potłuczona cicho w kącie.............................

 

. . . .

20:59, 01/04,2010
Prośba o wyspy szczęśliwe - Gałczyński

A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi
pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością......

- jeden z moich ulubionych -


 

Długie rozważania na temat okłamywania .....

20:06, 01/04,2010

.....zdolność okłamywania jest trzecim elementem naszego sztucznego życia, który znacznie przyczynia się do nadania mu pozorów ciągłości.... Tymczasem mówienie prawdy i życie w prawdzie są możliwościami, które mogą stać się realne, ale o wiele później, po długiej i ciężkiej pracy nad sobą....w  międzyczasie skazani jesteśmy na kłamanie i każdy, kto temu zaprzecza, potwierdza tylko nasze trudności ze stawieniem czoła prawdzie..........

      Moje podejście  do kłamania mnie i wogóle jest jasne i realistyczne.....Prawda i chęć nabycia jej  nie  wymaga  od nas, byśmy od razu przestali kłamać, ponieważ nikt nie zniósłby takiego rozwiązania..... o ile człowiek nie może przestać okłamywać innych, nie jest tak, kiedy dotyczy to jego samego. Wymaga się więc od NIEGO, żeby przestał okłamywać siebie - i to natychmiast....to wymaganie było  bezwzględne i łatwo możemy zrozumieć, dlaczego.....chyba, że wolimy nie rozumieć, wtedy wogóle nie ma o czym mówić... cel jest jasny ...to marsz w kierunku świadomości, czyli w kierunku prawdy..... usiłowanie zbliżenia się do prawdy przy ciągłym okłamywaniu siebie czy wierzeniu we własne kłamstwa stanowiłoby konflikt..... dlatego musimy eliminować każdą próbę okłamania siebie i pod tym względem nie może być mowy o kompromisie czy przyjęciu jakiegokolwiek usprawiedliwienia..... i chociaż w naszych obecnych warunkach nie możemy żyć nie okłamując innych, musimy przynajmniej być świadomi tych kłamstw.....

    Istnieje jednakże inne zalecenie stawiane na tym polu.....we wszystkich naszych, ezoterycznie tolerowanych, kłamstwach w stosunku do innych ludzi, musimy ćwiczyć się w rozróżnianiu pomiędzy tymi kłamstwami, które są nieodzowne albo nieuniknione, czy tymi, które są zwyczajnie korzystne, a tymi, które takimi nie są.....Rozgraniczenie różnic to pierwszy krok walki przeciw bezuzytecznymm, niszczącym wszelkie trudy  kłamstwom.....i żeby wykorzenić z ludzi, którzy maja głęboko zakorzenioną tendencje do kłamastwa takową możliwość...bo wtedy  każda próba przyspieszenia tempa, jeśli chodzi o kłamanie innym, choć zacna, skazana jest na rychłe niepowodzenie...... żyjemy w świecie pogrążonym w kłamstwach i napędzanym przez kłamstwa.....tylko dla niektórych jest to tak , że przeciez nikt nie zabrania mu kłamania nawet samego siebie...a kluczowy moment, ten w którym wszystko się sypie może być zaledwie chwilą....chwila, która dzieliła osobe czekającą na zmianę a utwierdziła się w przekonaniu, że JEGO NA TO NIE STAĆ...TYLKO NA BAJKI.... W tej właśnie chwili musimy zdecydować czy zy rozbieramy się "do naga" i całkowicie się odsłaniamy, czy chowamy się za nową maską.....dlatego trzeba uchwycić ten moment potencjalnego zozumienia.... ponieważ jeśli się wymknie, powrócą łańcuchy i to mocniejsze, zasłony ....subtelniejsze, a TWOJA możliwość ucieczki bardzo sie zmniejszy....do tego stopnia, że schowasz się ze swoim fałszem jak lis w norze....bo kiedy stosujemy kłamstwo dla własnej korzyści, a celem jest złagodzenie wstrząsu albo odzyskanie wewnętrznego spokoju, po tym jak zgrzeszymy, albo usprawiedliwienie swoich czynów czy wad, wyrażenie to krystalizuje w nas, by po pewnym czasie stworzyć prawdziwy mechanizm samouspokajania....  jest to prawdziwy mechanizm psychicznego znieczulenia oparty na wysubtelnionym i zamaskowanym kłamstwie, zasiewający w człowieku obłudę wobec samego siebie.....

Ten samouspokajacz, tak jak wszystkie inne moralne zderzaki powinien zostać zniszczony.....

Przejść od "poważnego błędu" do samousprawiedliwień, kiedy "w głębi serca wiesz, że powody, które podajesz są bez znaczenia" to kolejny wybieg ,który nie będzię wybaczony teraz ani w przyszłości.......i który nie pozwoli Ci spojrzec w oczy ...tym, których mimo próśb, łez i goryczy wolales okłamywać....

            Z podziękowaniem za powody do tego typu przemysleń dla pana A.


 

List (poświąteczny i przed noworoczny) do....Mikołaja....

18:53, 12/31,2009

Drogi Święty Mikołaju...

Dziękuje za wszystkie prezenty...

Tylko.. może nie powinnam się skarżyć.. ale..

Dalej nie rozumiem tylu spraw......tak bardzo chciałabym być mądrzejsza...

I powiedz, czemu ciągle w sercu mam strach? Przecież potrzebowałam siły i wiary.. Myślałam, że to nie problem. że łatwo można zrealiwać taką prośbe...

Św. Mikołaju.. Nie wyzbyłam się goryczy.....

Mieszka ciągle na dnie mojego serca....zalewa cała resztę... Wybucha jak lawina... Dławi mnie czasem.. A potem zamienia się w łzy..

A przecież łzy miały nie boleć....

Dziękuje za tą wrażliwość.. Tak pięknie zapakowaną pod choinką... Błyszczała jak gwiazda... A ja zobaczyłam tyle piękna.. Ogarnia mnie czułość gdy patrzę na pewne sprawy..

Św. Mikołaju..

Ludzie mówili mi, że nie warto szukać milości , tylko czekać na nią...

Czy dlatego, że jej szukałam tak boleśnie oberwałam??..... Ale nie moglam znaleźć jej pod choinką. Sprawdzałam pod każdą igłą i trafiłam tylko na pustą skarpetę...

Pewnie chciałes powiedzieć mi w ten sposób, że miłość już mam? Tylko musze napełniać ją ciągle pozytywnymi uczuciami bo zostanie sama otoczka... Tak jak ta nieszczęsna skarpeta?...

Św. Mikołaju... Czy tak miałam zrozumieć?....

bo teraz to już nic nie rozumiem i coraz bardziej się boje... Ten rok dopiero się zacznie

 a ja zastanawiam się czy nie zrozumiałeś mojego listu świątecznego zupełnie odwrotnie...

Wiem ,że teraz już o nic prosić nie mogę.. Więc poczekam ten rok...

Jeśli możesz przeczytaj jeszcze raz co pisałam...

 

LIST GRUDZIEŃ 2008:

chciałeś, żebym w tym roku go napisała.. więc dobrze..zrobię to..

 

 

Drogi Św. Mikołaju.

Wiem, że w tym roku byłam bardziej niegrzeczna niż zwykle i robiłam różne złe rzeczy. Wiem, że zraniłam kogoś, wiem, że nie do końca byłam w porządku wobec ludzi na których mi zależy..... Za dużo mówiłam na temat innych i byłam nie konsekwentna w swoich postanowieniach..... więc nie mogę Cię prosić o prezenty zapakowane w pudełka...ale  chcę prosić o coś ważniejszego..

 

Proszę Cię o więcej rozumu- żebym mogła poznać i rozumieć kogoś z

kim chce dzielić życie.....

 

Proszę o więcej spokoju, opanowania i krótszego języka- żebym zawsze panowała nad tym co mowię, umiała kontrolować swoje emocje i nikogo nie krzywdziła ,żebym w chwilach, kiedy się kłóce nie mówiła wszystkiego o czym naprawdę nie myślę....

 

Proszę  więcej cierpliwości- chcę nauczyć się słuchać tego, co ludzie mają mi do powiedzenia i nie przerywać , żeby moje emocje nie wybuchały.....

 

Proszę Cię także jeśli mogę o więcej rozwagi- żeby moje decyzje były stałe i pewne, a nie chwiejne jak liść na wietrze....

 

Proszę żebyś przelał do mojego serca trochę chłodu- tak wiem może to dziwne Św. Mikołaju. Tylko poprostu nie chce żeby utonać w tym cieple i czułości, które w sobie nosze a nie mam z kim sie nimi podzielić...

 

Proszę też o więcej zrozumienia, żeby na dobre zagościło w moim sercu.. wiesz sam jaka jestem..

 

Proszę o więcej przemyśleń, żeby na mnie spływały..

Żebym zrozumiała,ze musze bardziej o siebie dbac i szanowac sie...

 

I wiem, że nie powinnam o to prosić, ale to bardzo ważne.. Proszę, żebyś dał MU wiele więcej siły niż mi.. Ja sobie popłacze i dam rade.. Ale on...nawet nie iem , co teraz robi...gdzie jest....tak, niestety ciągle o nim myślę...

Św. Mikołaju...

Wierzę, że mi pomożesz..

 

Pani K.

 

 

******************************************

I mimo wszystko dziękuje..

Za siłe.. Która mam w sobie.. bo nie zostałam samotna tylko jeszcze raz stanełam do walki..

Dziękuje...

 

i zapomniałabym.. Prosiłam o chłód... A tak strasznie zmarzłam, że cała skostniałam..:(.....

 

 


 

Wczorajszy wieczór....

15:44, 11/25,2009

...dostałam książkę...tak, pomyślałam...przeczytam...autor znany...dzieciom....Hans Christian Andersen-Baśń mojego zycia.... kilka zdań bardzo mnie urzekło i trafiło...

Zostawiam tu- do poczytania...:

Jestem wierny zasadzie, że kiedy jesteśmy o czymś przekonani, naszym obowiązkiem jest dążyć do tego nawet wbrew instynktownemu strachowi.

W naszych czasach każdy chce rządzić, subiektywne zdanie staje się cenne. Ludzie zapominają, że to, co wymyślono, nie zawsze może zostać zrealizowane, a wiele spraw wygląda zupełnie inaczej z wierzchołka drzewa niż od strony korzeni.

 

Nigdy nikomu się nie skarżyłem, z wyjątkiem samego siebie.

 

Kiedy zaś ci, którzy smagają, są też tymi, którzy kochają, wtedy bicz staje się ukąszeniem skorpiona.

 

Rzeczywistość często przerasta najpiękniejszy nawet sen...i najstraszniejszy koszmar.

 

Posiadam szczególny talent do rozmyślania nad ponurą stroną życia, wyciągania z niej najgłębszej goryczy i smakowania jej; zbadawszy ją tak do cna, wiedziałem, jak najskuteczniej znęcać się nad sobą.

 

Kiedy jest nam ciepło na sercu, nie ważymy słów.

Wszyscy jesteśmy do siebie podobni w tym, co dobre, i w tym, co złe.

 

Dziękuję za książkę M. :-)

 


 
RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.
BlogiPlotki